Dzieje się coś, do jasnej cholery, złego! Mam wszystko gdzieś, zatraciłam gdzieś radość życia. Od kilku dni ciągle rozkminiam, jak to niektórym fajnie, że rodzice im wszystko fundują.
Nie daję sobie rady z tym, co było, co jest. Jak będzie z tym, co… będzie.
Ludzie mnie denerwują, nie mam ochoty nikogo widzieć, z nikim się spotykać, chcę sobie na razie siedzieć sama i mieć święty spoemkój. Tyle, że tak się nie da – ha! Czyli siłą rzeczy ktoś/coś będzie próbowało mnie na siłę uszczęśliwić.
Jestem wściekła.