Wstyd się przyznać, ale przechodzę chyba depresję jesienną. Nigdy mnie ta „dolegliwość” nie dotykała, a tu – proszę bardzo!
Jest mi codziennie niesamowicie smutno. Brakuje mi spełnienia. Praca była jaka była, ale przynajmniej coś się działo.
No i były pieniądze.
A teraz naprawdę odczuwam ich brak. I będzie źle, jeśli czegoś nie wymyślę.
Jeśli ktoś powiedziałby mi w zeszłym roku, że będzie taka bida i tak ciężko, to bym nie uwierzyła.
Czasami zazdroszczę znajomym, którzy nie muszą pracować, wracają do domu i mają obiad na stole i nie muszą się martwić o to, czy zdążą go zjeść, czy też nie. Bo zawsze zdążą. A ja już nawet nie mam ochoty jeść. Wolę się zapchać słodyczami i mieć wszystko w dupie.
Cóż, szukam pracy, jak będzie – nie wiem. Być może będę musiała iść na zaoczne, by wyjść na prostą. Oby nie. To zależy, jaka będzie odpowiedź na moją aplikację do jednej pracy. MUSZĘ coś zrobić.
I cieszcie się, jeśli nie macie takich dylematów.