Cholera, tyle razy bałam się ryzykować. Bo to, bo tamto, bo co powie babcia, ciotka i cała reszta. Bo mama się będzie martwić, bo ktoś się krzywo spojrzy, bo, bo i bo!
Może nie jestem teraz wyjątkowo trzeźwa, gdyż byliśmy z M. na imprezie, ale przemyślenia wciąż takie same. Miałam marzenia, poddałam się i pod wpływem chwili odeszły one hen-hen daleko.
A teraz siedzę na tej zasranej pracy socjalnej, która mi definitywnie nie idzie. Na ukrainistyce nie miałam wcale złych ocen, leciałam na czwórkach i piątkach nierzadko. A teraz 5 poprawek.
Co robić? Intensywnie myślę nad powrotem i już któraś osoba z kolei mi to radzi…
Ech…