Jest mi bardzo smutno.
A to dlatego, że problemy rodzinne przysłaniają wszystko. Radość, która powinna płynąć ze Świąt, spokój, wyciszenie. U mnie tego nie ma ( jak zwykle ).
Dziś przekonałam się, że w starciu: ja vs. reszta jestem ( jak widać ) sama.
Zaczynam na nich lać, mieć w dupie itp. Ci ludzie nie obchodzą mnie jako rodzina. Szkoda tylko, że przez nich cała radość, jaka powinna wypływać z mojego związku też nie znajduje nigdzie ujścia.
Ale od dziś to zmieniam, koniec.