Przyszła wiosna. Nie odczułam za specjalnie. Może dlatego, że Dzień Wagarowicza wypadał w niedzielę?
Jest fajnie, świeci słonko, życie płynie dalej. Rutyna, rutyna. Niedługo mam zamiar gdzieś pojechać. Chociażby na jeden dzień. Jakaś Łódź, czy cokolwiek.
I zobaczyć w sobie radość, jaką widzę na zdjęciach innych. Taką prostą radość, której mi teraz brakuje.
Wszystkiego mi brakuje. Pieniędzy zwłaszcza, bo zapomniałam donieść papierek do renty i następna dopiero w kwietniu.
Tęsknię za Tatą. Kto by pomyślał, że w tak naturalnym momencie, jak nadejście wiosny, znowu cholernie odczuję Jego brak.
Wróciłam do paznokci po wielkie załamce.
Tata zawsze chciał, żebym robiła to, co daje mi radość. Więc robię. I na dobre wychodzi.
Wiosenne pozdro wszystkim!