Przedwczoraj miałam kolejny dziwny sen.
Szłam ulicą i spotkałam Śmierć. Była z dwoma innymi „kimiś” przebrana za policjanta. Podeszłam i powiedziałam, że zrobiłam coś złego. Ale oni nie chcieli mnie słuchać. Wyszłam z bramy, jakbym szła na bazarek. Ale wróciłam, bo oni mnie zaszli od przodu. Okazało się, że jednak jestem im po coś potrzebna. Wtedy zaczęłam uciekać, ale wszystko robiłam w takim powolnym tempie. Jak w beznadziejnej grze komputerowej, moje ruchy były zwolnione i oczywiście ostatkiem sił udało mi się wbiec do domu i zamknąć drzwi. Od razu pobiegłam do Taty do pokoju. On leżał w łóżku, wiedziałam, że był bardzo zmęczony. Powiedziałam Mu:” Tato, bardzo Cię kocham.”, a on odpowiedział tylko:” Otwórz drzwi, ktoś puka „. A to pukała Śmierć…

Potem się obudziłam.

I wieczorem tego dnia wydarzyło się TO. Następnego dnia nie miałam siły wstać z łóżka. Czułam się tak samotna, jak nigdy w życiu. A potem karetka na sygnale i komentarz doktor:” Depresja z nerwicą, a w dodatku bardzo delikatna i dziecięca osobowość.”
Jest mi bardzo smutno, że doprowadziłam się do takiego stanu, że to wszystko po śmierci Taty tak się psuje.
Niedługo idę do psychologa, potem do psychiatry.

Mam tylko nadzieję, że Tata się nie gniewa, że tak się dzieje…