Przedwczoraj znowu stalam sie studentka UW. Praca socjalna, dzienne. I chwala Bogu, ze nie bede musiala jezdzic tym zawszonym metrem! Nienawidze metra! Oby moje studiowanie odbywalo sie juz bez zadnych potkniec.

5 dni i wracam do domu. W sumie 2 pelne z malymi, hosci pojechali do Francji z malymi,a ja siedze i sie nudze. Jutro jade do Saarbruecken. Mialam pojechac do Paryza na te 3 wolne dni, ale nie znalazlam lokum. Trudno, nastepnym razem.;)

W sumie, to nie czuje jakiejs dzikiej radosci z powrotu. Tak sie tu zadomowilam, ze nie wiem, jak bede funkcjonowac w Warszawie. Juz w Berlinie tlum na ulicach mnie przerastal.

A dzis snilo mi sie, ze byla wojna i uciekalam przed Niemcami. Znowu mam dziwne sny. Bieglam przez jakis beton, obok ktorego byl las ( cos mi sie kojarzy z dziecinstwa to miejsce ), potem pokazalo sie morze i szybkon na rowerach uciekalam z kims wzdluz tego lasu. Potem pobieglam na drzewo.
Nastepnie snilo mi sie, ze z Kiii szlysmy po Grochowie, to byl dzien po moim powrocie z Niemiec. Wiem, ze mialam jeszcze tylko wrocic po moj bagaz glowny i wrocic juz na dobre do Warszawy. Poszlysmy do kiosku cos kupic, potem poszlysmy w strone Kamionkowskiej, gdzie widzialam strasznie duzo Policji.
Potem moja podstawowka, na boisku opalalo sie mnostwo znajomych, bo szkola znajdowala sie nad rzeka.

Dziwnie…