Zostal mi miesiac do powrotu do domu. Znajac zycie – przeleci szybko. Niedawno tak plakalam wyjezdzajac, a niedlugo wracam. No i widzicie, szybko minelo.:)
Co wiecej. Bylam z hostami w Szwajcarii, okolice St. Moritz. Okolica ladna, gory ladne, ale nie zaparlo mi dechu w piersiach, gdy to zobaczylam. Natomiast Zurych noca rzeczywiscie robi wrazenie. Za dnia juz nie bardzo ( moze dlatego, ze padalo :D ).
Sesja poszla dobrze, tylko male byly troche wymeczone. Pogadalam z makijazytska hostow i mam pare cennych informacji, ktorymi sie z nikim nie podziele.:D

Z malymi jestem juz zzyta na dobre. Jednego ranka India zaczela cos gadac, ja sie wychylam z tego pietrowego lozka, a ona do mnie:’ Kinga, I like you very much, you went to the playdroung with me ‚. Az mi sie cieplo na sercu zrobilo. Z tymi malymi nikt nie chodzi na plac zabaw, do piaskownicy ( fakt, ze takowych tu nie ma, ale w Überherrn sa ). Niestety – rodzice nie maja czasu, teraz tak naprawde ja wychowuje te male, czytam im ksiazeczki, tlumacze wszystko, o co prosza… Rodzice w samochodzie wola sobie posluchac audiobooka i rozmawiac ze soba, niz z malymi. A jak te o cos pytaja, to jest tylko:’ Musze sie skupic na jezdzie ‚. Zalosne, ale prawdziwe.
NIGDY nie zafunduje swoim dzieciom takiego dziecinstwa i nie pozwole, zeby ktos inny je wychowywal.