Pare osob pytalo mnie, jak to jest u mnie z tym niemieckim. Pojechalam sobie tutaj bez zadnej znajomosci owego jezyka, no i jak ja niby daje sobie rade. Ano, jakos daje. Duzo Niemcow rozumie po angielsku, ale tutaj na wsi jest takowych nieco mniej.:) I wtedy wkraczam do akcji.

W kazdym razie teraz, gdy jestem juz osluchana ( jak na moje mozliwosci ) z tym jezykiem, to stal sie on dla mojego ucha przyjemniejszy, niz angielski. I nie, nie staram sie byc bardziej niemiecka od Niemcow.:D Czasami wole niektore slowa mowic po niemiecku, niz po angielsku. Razi mnie, jak slysze angielskie slowo, gdy wiem, ze moge uslyszec niemieckie. Dziwna sprawa, ale to sie robi po czasie naprawde naturalne. No i dzis dostalam mega pochwale na lekcji za czytanie i jestem w siodmym Niebie. :) Nawet maz nauczycielki napisal mi na tablicy ‚ RESPEKT ‚. :D:D:D
Troche doskwiera mi brak przyjaciol. Ale i tak sie podziwiam, bo zaczyna mi sie nudzic dopiero teraz, a nie po tygodniu, jak na polskiej wsi u mojej rodziny.

No, ludzie tutaj sa mili, fakt, ale zeby nawiazac jakies wieksze znajomosci, to raczej nie. Troche mi smutno, ze tyle osob mi mowi ‚hallo’, ale jakos nikt nie chce dalej pociagnac rozmowy, zapytac o cos, zaprosic na rozmowe… No, cokolwiek! Poki co, zdarzylo mi sie to raz – jeden gosc pracujacy w Saarlouis ( chyba na czas wakacji, bo tez mieszka tu w hotelu ) zapytal skad jestem, po co przyjechalam itp. Gdyby nie to, ze bylam zmeczona, to moze by i pogadal dluzej. W kazdym razie, byl bardzo mily i szacunek dla niego, ze tak sie mna zainteresowal.:)

A za tydzien bodajze, prosze Panstwa, jade do Berlina i Poczdamu na weekend, potem na pare dni do Francji, potem do Hamburga, a nastepnie na tydzien do Szwajcarii.

Jestem przeszczesliwa, ze tu przyjechalam. Czasami ponarzekam, ze nudno, ze to, ze tamto, ale jestem niesamowicie wdzieczna tym ludziom za to, co dla mnie robia. I ze pokazuja mi spory kawal swiata, ze umieja mi opowiedziec historie miejsc, do ktorych jezdzimy. Ze naprawde dobrze znaja swoj kraj i wiedza, co moze mnie zainteresowac. Czasami widac roznice kulturowe, ale trzeba to jakos przelknac i jechac dalej.

Fakt, odkad tu jestem mialam pare ostrych starc z Marcinem i z mama, ale rownie dobrze moglabym sie z nimi klocic w Warszawie. A tak przynajmniej poucze sie czegos nowego, zdobede doswiadzenie i pojezdze tu i owdzie.

Tak naprawde, to moim najwiekszym problemem tutaj jest jedzenie.:))) Jak przypominam sobie moje nerwy ponad miesiac temu, czy mnie nie porwa, nie zgwalca i inne, to az chce mi sie smiac.:D Bo to jest nic w porownaniu z tym, z czym musze sobie radzic tutaj sama. Bo bywa ciezko, jak male mowia cos do mnie, czasem przez lzy, a ja nie rozumiem, czy je cos boli, czy co… Albo jak nie moge ich ogarnac przed snem i nie umiem powiedziec po niemiecku, zeby sie ogarnely i szybko wskoczyly w pizamy, a nie lataly po przyrzadach do cwiczen, wannie i calym domu nago…

Snila mi sie katastrofa lotnicza, a nastepnego dnia uslyszalam informacje o Aurbusie. Siedze z Olimpia i czytam, co napisala jej na ksiazeczce Esther ( poprzednia au pair mojej rodziny ), a tu nagle w drzwiach pojawia sie ona. Znowu zaczynam sie siebie bac.

No i juz jestem zapisana na kurs stylizacji paznokci,a zaczynam dopiero od 24 sierpnia.:)