Sentymentalnie mi dzis o tej prawie 7 rano. Hosci pojechali do Stanow, a ja bede sama z dziewczynkami.

Teraz widze, ze los daje mi naprawde duzo. Staram sie jakos urozmaicic zycie. Ostatnio za dobrze sie nie dzialo i te cale Niemcy to dla mnie taka odskocznia od wszystkiego.
Za tydzien jedziemy na wesele do Austrii, w lipcu do Szwajcarii i Anglii… Jutro mam pierwsza lekcje niemieckiego.
Czas mija mi tu inaczej, duzo, duzo szybciej, niz w Polsce. Ani sie obejrze, a juz jest wieczor. Doceniam wszystko to, co robia dla mnie hosci. Bo robia naprawde duzo, a wcale nie musza. Wiem, ze mam obowiazek pilnowac malych, po to glownie tu jestem, ale szczerze, to moja praca nie jest jakas ogromna. Staram sie, wiadomo, ale jesli chodzi o wymiar godzin, to musze zrobic ich 35 w tygodniu, co wielkim wysilkiem nie jest patrzac na to, ze male moga skakac caly dzien na trampolinie, a ja moge tylko siedziec i ich dogladac.
I ciesza mnie male rzeczy. Naprawde male. Wczoraj dowiedzialam sie, co znaczy ‚ zusammen ‚, czy jak to sie tam pisze, i strasznie sie tym jaram.:)