Kto by pomyślał, że szczęście znajdzie mnie tak niespodziewanie i tak szybko?
Nie wiem, czy jest to miłość na całe życie. Nie znam go. Za miesiąc może się wszystko obrócić o 180*. Ale jak to Sieke powiedziała – nie mogę żyć przeszłością. A przez większość ostatnich miesięcy to robiłam – niestety.
Dacie wiarę, że to się dzieje? Bo do mnie ciągle nie dociera.
Naprawdę, warto czasem dać się ponieść chwili, emocjom. I się za dużo nie zastanawiać. Robić wszystko dla tej choćby jednej, dwóch minut szczęścia. Próbować i mówić sobie: Nic nie stracisz, a możesz jedynie zyskać.
U mnie podziałało. :)
Teraz nic mi więcej do szczęścia nie trzeba. Nawet literaturoznawstwo i jutrzejsza poprawa nie wydają się takie straszne. :)
Tak, nareszcie jestem szczęśliwa.