Jak to się dzieje, że od miłości do nienawiści droga jest tak krótka?

Tak, dziś powiedziałam komuś teoretycznie ważnemu, że go nienawidzę. Są we mnie teraz straszne emocje. Dość łatwo przychodzi mi mówienie różnych rzeczy pod wpływem złości. Ale ZAWSZE jest to coś, co myślę.
Może rzeczywiście nie ma sensu tkwić w toksycznej znajomości? Ze spotkań z tą osobą wracam niesamowicie zła. Czuję się ignorowana, gdy gdzieś razem idziemy. Tak było też dziś. Jak zwykle musiałam zapierdalać za nim, bo on szuka kurtki. A jak weszłam na chwilę do sklepu, żebyy powąchać perfumy, to strasznie mu się spieszyło i nie miał czasu. Kurwa, czy ja jestem czyimś stylistą, że mam chodzić tylko za nim i mu doradzać co do kurtek?
Ja pierdolę, z NIKIM innym nie miałam takiej sytuacji, że chodziłam po rzeczy tylko dla tej osoby. Zawsze wchodziliśmy do tych sklepów, do których chciało iśc którekolwiek z nas. 
Druga sprawa – ostatnio to ja wychodziłam z inicjatywą, żeby się spotkać.
Trzecia sprawa. Stara bo stara, ale – miło by Wam był, gdybyście zaprosili kogoś na obiad, a ta osoba z braku czasu ( bo była strasznie zajęta sklepami i wolała iść szukać jakże ważnej maty do ćwiczeń ), powiedziałaby, że nie będzie jadła u nas, tylko na mieście? Bardzo fajnie.
Jak się komuś od wielkiego warszawskiego świata przewraca w dupie, to jego sprawa – ja nie chcę mieć w tym żadnego udziału.
Szkoda tylko, że bardzo się przyzwyczajam.
I takie rzeczy robi mi osoba, z którą byłam 2 lata i bardzo jej zależy na przyjaźni. I co najważniejsze – ” zapomnienie o mnie nie wchodzi w grę „. A powinno.
W dodatku rozjebał mi kartę rabatową i zaraz się cała rozpierdoli jak znam życie. Jak na nienawidzę, gdy ktoś nie szanuje moich rzeczy,
Niepoukładanie i chaotycznie, ale jestem BARDZO WKURWIONA.