Jestem dziś mega zła. Spóźniłam się na pierwszą religię i gdy tylko weszłam w progi mego skromnego LO ( no, może nieco dalej, bo na pierwsze piętro , zadowolony Maciej oznamił mi : ” Kinia, chodź, będziesz sprzedawać! „. Sprzedawałam więc. Ozdoby na choinkę robione przez uczniów naszej szkoły. W tym mojej klasy. Mnie niestety nie było na lekcji, podczas której wszyscy dawali upust swojej fantazji korzystając przy tym z masy solnej. I chwała Bogu.
Tak więc dziś calutki dzień od niemalże 8:30 do 15:00 przesiedziałam na korytarzu z Martą i Łukaszkiem udając wielce zadowoloną, iż kopnął mnie zaszczyt sprzedawania tych niesamowitych suwenirów. Nie chwaląc się – nawet kupiłam jeden dzwoneczek. Jest śliczny. A hajs idzie na dom dziecka na Rakowieckiej.
Po wielu nudnych godzinach siedzenia dupą w jednym miejscu wyszłam szczęśliwa ze szkoły i niemalże pod koniec trasy do domu spotkałam Justynę :):):). Nareszcie się nagadałyśmy :D.
Wkurzył mnie też jeden pan, ale nie będę o tym wspominała. Nic strasznego.
Jutro chemia, idę się pouczyć. Tak dla porządku.
P.S. Zalałam telefon, mam oldschoolową Nokię.
” Drogi Kliencie, za 9 dni będziesz mógł skorzystać z oferty utrzymaniowej. „. Może jakoś wytrzymam pisanie SMS-ów na tej nędznej klawiaturce.