Na przekór mi i moim przemyśleniom w radiu zaczęło lecieć ” Don’t worry, be happy „.
Zastanawiam się, czy ludzka głupota ma jakieś granice ( podobno nie ).Jest parę osób, których zachowania nigdy nie pojmę. Zachowania te są dziwne, ale mimo to nastrajają mnie jakoś tak …. pozytywnie. Może po prostu przyjmuję to już jako codzienność ? Co nie znaczy, że jest to monotonne. Wręcz przeciwnie. Wszelkie dziwne zdarzenia, wypowiedziane zdania wprowadzają w moją codzienną egzystencję nieco kolorów. Zarówno zdania pozytywne, jak i negatywne. Każde coś ze sobą niosą. Może nie tyle, co mądre przesłania i tym podobne, ale na pewno czegoś nas uczą. Każda kłótnia odzwierciedla słabe strony drugiej osoby. To też jest jakaś forma nauki. Bo podobno człowiek uczy się przez całe życie.
Czasami jednak ludzie przesadzają, przeginają tzw. ” pałę ” ( :D ) i dzieje się coraz gorzej. I choć zachowania pewnych osób momentami wyprowadzają mnie z równowagi, bądź sprawiają, że myślę nad nimi pół nocy, to niosą ze sobą jakieś szczęście. Zapewne dlatego, że zawsze znajdę ta pozytywną stronę.

Chciałabym, żeby ta matura już nadeszła. Chcę już uporać się ze wszystkimi egzaminami ( i tak w moim przypadku pisemne będę miała na początku maja, więc pół biedy ). Chcę mieć już z głowy te wszystkie rekrutacje i inne. Sama nie wiem czemu. Czekam na tą maturę, jak na ścięcie.
W radiu leci teraz bardzo ładna piosenka. Nie znam tytułu, ale fragment brzmi: ” I don’t wanna close my eyes, I don’t wanna fall asleep, ’cause I miss you babe ( …)”. Od zawsze ją lubiłam :).
Ale wracając do tematu. Przeraża mnie to. Matura za pasem. A ja pamiętam pierwszy dzień w podstawówce. Cholera, kiedy to było. Pamiętam pierwszy dzień w gimnazjum. A niedługo wyjdę ze szkoły, nie usiądę w szkolnej ławce itp. Patrzę na to wszystko teraz i myślę, że LO. nie będzie mi brakowało tak, jak brakuje mi podstawówki i gimnazjum. Jeśli bym mogła, to naprawdę, to powtórzyłabym każdy dzień tam spędzony. Stamtąd wyniosłam największe przyjaźnie. I moim skromnym zdaniem to nieprawda, że nawiązuje się je w liceum. To na pewno zależy też od ludzi. Widzę mnóstwo przypadków ludzi, którzy poznali swoich najlepszych przyjaciół właśnie w LO. Ale ja chyba do nich nie należę. Mam swoją grupkę z lat wcześniejszych i jest mi z nimi dobrze. Jasne, lubię poznawać nowych ludzi, ale chyba nie urosną już oni do rangi przyjaciela.
Znam osobę, która dosyć szybko nazywa ludzi swoimi przyjaciółmi. I równie szybko przestaje. Chyba teraz padło na mnie. Czuję się naprawdę nie doceniona. Ale to już należy do przeszłości.
Jestem głodna.
Notka pisana tak, żebym tylko ja ją zrozumiała, wybaczcie :)

P.S. Teraz leci z kolei ta piosenka ze strawberries and cherries. Nie wiem jak to określić, ale kojarzy mi się ona z pewną zamgloną drogą. Kiedysiejszą drogą do szczęścia. Ale też z jesienią. Z pogodą, która WTEDY była. Kojarzy mi się zarówno ze Wschodem, jak i Zachodem.
Cholera, za dużo książek się naczytałam. I chyba mam zbyt wybujałą wyobraźnię.