Uznałam, że odbiję sobie te straty w Zakopanem, podczas ferii.
Han – ,, No, czemu ten autobus nie przyjeżdża ?! Urodziny prezesa, czy co ?! ”
Ech, Hannita :)
Wczoraj się opalałyśmy w parku. Dziś pogoda nie jest już tak sprzyjająca.
Wakacje dobiegają końca ( i w sumie chwała im za to ). A teraz będzie 3 LD. Jezu, niedawno była pierwsza. Ale z tego, że będzie to koniec LO. też się cieszę. Moim zdaniem klasa nie dorównuje w NICZYM klasie z gimnazjum. Nudy, nudy, nudy. Może niech się wypowie ktoś, kto chodzi ze mną do szkoły. Albo nawet siedzi ze mną w ławce :P.
Wymyśliłam coś dla siebie. Ale nie będę teraz o tym pisać. Wszystko w swoim czasie.
Parę dni temu wróciłam ze wsi. Było całkiem, całkiem. Moją sytuację uratowało wesele mojej kuzynki. Reszta, ogólnie rzecz biorąc, zassała. Smród stęchlizny, od którego nie przespałam dobrze ani jednej nocy, od którego dostawałam duszności. I wiele innych atrakcji.
Łykam sobie magnez. Serducho już nie boli, jakoś lepiej się czuję. Oby podziałało :)
A Dee została niedawno obdarowana. I nie skapnął się głupek, że coś jest nie tak ;P. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Kolczyk w pępku. Tym razem Morbid. Umówię się, jak tylko doładują mi konto :)
Wakacyjnie.