Zawsze, zawsze, ZAWSZE.
Nie znam drugiej osoby o tak pokręconym życiu ,,uczuciowym”, jak moje.
Wystraszyłam się, że coś niedobrego dzieje się z moim tragusem. Ruszyłam więc moim małym, ale zamaszystym krokiem do Smerfa, który mnie uspokoił. Tragusy mogą podobno być po kłuciu opuchnięte jeszcze przez dłuuuuugi czas.
No i Smerf obejrzał mój pępek. Podobno troszkę krzywo był kiedyś przekłuty, ale da radę zrobić drugi raz. Cieszę się :) Koniec sierpnia / początek września – nowy kolec.
Tylko cholera, kiedy ja oddam tą krew ? Ja na tych kolczykach chyba powinnam ćwiczyć sobie cierpliwość.
Spiszę tu jeszcze dla potomnych jedną kwestię. Kwestię mojej mini-stłuczki. A ja się łudziłam, że uda mi się skończyć kurs na prawo jazdy bez większych ,,sensacji”. Jak bardzo się myliłam przekonałam się w czwartek. W sumie nic strasznego, ale seryjnie bałam się kolesia, w którego samochód wjechałam.
A jutro mam przedostanią jazdę. Dziwnie. A niedawno Robert chciał popadać w alkoholizm przez moje niewyjeżdżanie z zakrętu na łuku.
Time goes by.
Jest jakoś tak dziwnie. Dziwne są te wakacje.
Zaczęłam walkę z paznokciami. Boże, chciałabym mieć takie ładne. Ech.
Bardzo podoba mi się piosenka Avril Lavigne – ,,Innocence”.
No i poszłam dziś z Koprem i Markiem do Inside’u. W KOŃCU. A później doszła Furia z koleżanką.
Wymyśliliśmy z Koprem kulturę ssania. I piszemy o tym pracę magisterską, jak już wylądujemy na italianistyce :) Ko, rządzimy.
A w środę był u mnie Pioter. Zajebiście pozytywne spotkanie :) Świetnie mnie nakręciło !
Wiecie co ? Chcę już zimę. Chcę już pojeździć na desce. Bo tak leży biedna obok pieca i czeka na zbawienie ;)
A dziś 63 rocznica powstania warszawskiego.

I think about the little things that make life great.