Pierwszy raz od paru ładnych tygodni ćwiczyłam na WF-ie.
Nie cierpię WF-u. Trzeba latać zsa piłką jak jakiś idiota ( nasz WF składa się tylko z siłowni, piłki nożnej i unihockeya ). A jeszcze jest duże prawdopodobieństwo, że zostaniesz zjechana za to, że za wolno podbiegłaś do piłki, nie w tą stronę odbiłaś itp. A ja mam to głęboko w dupie, na WF leję . Snowboard, siatkówka i taniec – to jest dopiero sport. A nie ganianie wokół sali, zero taktyki, zero delikatności w grze. Ech .
Zaczęła się wiosna. Już tak oficjalnie, nawet kalendarz nas o tym poinformował. Jest fajnie i cieplutko. Czekam na wakacje. W tym roku wyjątkowo wcześnie złapałam lenia. Chcę już morze, wieczorne spacery ( np. na promenadzie w JG ), codziennie wcinanie kebaba. Moje marzenie :)
W poniedziałek mogę być pytana z fizyki. Jezu, muszę się nauczyć.
Wkurza mnie jedna sprawa związana ze szkołą. Nie będę tu pisała o co chodzi, bo jak wiemy ściany mają uszy, ale jestem tym trochę podenerwowana. Chyba zacznę działać.
A przed wakacjami szykuje się kolczyk w pępku. Tylko uzbieram hajsiwo ^^