Zaczęły się ferie. Nie wyjeżdżam nigdzie. Zostaję w Warszawie. Mimo wszystko mam ciekay plan na spędzenie tych dwóch tygodni. Po części dzięki Koprowi, który uświadomił mi, jak wielki snowboardowy raj czeka na mnie w innej dzielnicy Warszawy :D. A raczej, że tenże raj jest darmowy xD. I tak wszyscy wiedzą co i gdzie, ale nie chcę pisać dosłownie, bo się pół ludu tam zwali i tyle będzie z mojego szaleństwa ;]. Ogólnie czas spędzę aktywnie, na pewno nie będę siedziała na dupie przed komputerem, bo długo w ten sposób nie wytrzymam ;)
Ostatnio dręczy mnie pewna kwestia … ludzkiego chamstwa i dwulicowości. Jak można być takim człowiekiem, że w jednej chwili jestem dla Ciebie dobrą koleżanką, prosisz mnie o coś-tam, a w chwilę później udajesz, że mnie nie znasz ? Aż tak mnie to nie denerwuje, w sensie, że np. jestem bardzo zraniona, bo ktoś zrobił to lub owo. Ja jestem zła na samą siebie, że daję się tak robić w konia :/. Chyba mam zbyt dobre serce nawet dla frajerów. No cóż, od dziś postanawiam nieco ograniczyć spoufałość z pewnymi osobami.
10-go jadę na studniówkę do BP :D ! Jestem już umówiona z Karolinką na tipsy, jeszcze tylko znajdę sobie jakiś w miarę wyjściowy ciuch i będzie jak ta lala :)
A dziś na francuskim oglądaliśmy film pt. ,,Amen”. Nie widziałam całego, bo klasa zaczęła oglądać go wczoraj, a wczoraj nie było mnie w szkole. W skrócie – film opowiadał o Niemcu, który był producentem jakiegoś-ta produktu z założenia przeznaczonego do dezynfekcji, a w rzeczywistości używanego do eksterminacji Żydów. No i ogólne przesłanie filmu było takie, co ma robić, czy ocalić miliony ludzi i zostać bez niczego, czy postawić raczej na dobro rodziny, którą musiał utrzymać. Najlepsze w tym filmie było to, że rzecz działa się w Niemczech, wszędzie byli Niemcy, ale nikt nie mówił tam po niemiecku. Tylko francuski był w użyciu o.O. Nawet przechodnie na ulicy mówili po francusku. Tylko kolędy były raz zaśpiewane po niemiecku.
Koniec rozmyślań na dzień dzisiejszy ;]