Dziś padła ostateczna decyzja.Nie będzie mnie na Jego koncercie. Niestety, Bozia skonstruowała mnie tak, a nie inaczej. Nie mogę przebywać w miejsach, gdzie jest dużo ludzi i jest duszno. I właśnie dlatego tam nie jadę.
Chyba, że ktoś chce powtórkę z rozrywki we Włoszech, to może ze mną jechać i łapać mnie,jak będę mdlała.
Pluję sobie w brodę.
No. Musiałam to napisać, ale i tak sobie tego nie daruję. Pozostaje mi czekać na koncert na dworzu, albo w Warszawie.
10.06.2006r. -> DraperY