Cholera, jak to ja bym chciała, żeby już było ciepło. Żeby można było zrzucić te-z założenia-ciepłe kurtki( i tak jest piździawa ). Chciałabym móc wziąć już psa na długi spacer do parku, który i tak skończyłby się na jego wejściu. A dlaczego ? Bo oczywiście wtedy musiałyby znaleźć się obok mnie wszystkie największe psy w okolicy i zjadłyby Lucky’ego :/. No już dziś to się nie mogłam powstrzymać i poszłam do tego Skaryszewskiego. Chyba ja chciałam iść tam bardziej niż pies, bo ciągle się zapierał…Ale to nic. Liczy się chęć i idea. Po jakimś tam czasie wróciłam. I nic, zupełnie nic ! Tak mnie przewiało, że nawet świeżego parkowego powietrza nie poczułam ! Chyba naprawdę pozostaje mi czekać do wiosny.
A w Kanadzie +14 @_@
No i ostatnio mam lenia niesamowitego. Jakby to… Na piątek muszę się nauczyć na geografię 500 mórz, wyspów, półwyspów, cieśnin itp…W czwartek czeka mnie poprawa z historii i klasówka z polskiego, ze znajomości tekstów Kochanowskiego. Jeszcze przelotny romans z Makbetem i będę kobietą spełnioną -_-’. Ale to dopiero za tydzień.
A póki co, to biorę się za kończenie Bilan z francuskiego.