,,…jestem diabełekiem, z moim małym kubełkiem…”
Nogi mnie bolą niemiłosiernie. Plecy mnie bolą. Ręce mi drętwiały.
Wstałam bardzo wcześnie, o 7:40 byłam u siebie pod Kościołem. Póżniej na Starówkę, gdzie jeszcze w ogóle nie było ludzi. Później do Magdy pod kościół. Później znów do mnie pod kościół :D. I wtedy 10 zł. wrzuciła mi do puszeczki pani Stanislawa z ,,Klanu” :D. Ale opcja, lol :)
Podszedł jakiś kolo, żebym zadzwoniła do Straży Pożarnej, bo na Jeziorku Kamionkowskim zamarzają łabędzie @_@. No to dzwonię, jako że nigdy nie miałam okazji ratować zamarzających łabędzie, wykręcam numer 998. A tam miły pan informuje mnie, że łabędzie przebywają tam gdzie chcą i im pasuje i że zajmuje się nimi Straż Miejska….Hmm…Już sobie darowałam :P.
Ale było zajebiście. Tylko szkoda, że kasę muszę oddać dopiero jutro, a nie dziś. Chciałabym wiedzieć ile zebrałam.
Cieszę się, że się na tą imprezę zapisałam, mimo 10 godzin na zimnie to jestem strasznie usatysfakcjonowana i szczęśliwa :)
Oby do następnego roku :*
A, i dowiedziałam się od pewnego miłego pana, że pan Owsiak wysyła nas pod kościół samemu do niego nie chodząc :]…Mhm…Może i nie chodzi, ale bynajmniej nie przypominam sobie, żeby kazał mi tam iść ^^